Phong Nha the caves in Vietnam

In Amazing world, Asia, Destinations, Phong Nha, PL language, Vietnam by FreestyleLeave a Comment

I finally reached central Vietnam. This region is just incredibly interesting, having magnificent Hoi An, historic Hue and national park Phong Nha – Ke Bang.

The city in national park is very small, entertaining mostly backpackers who came to explore the caves. Trekking prices are insane. But from the beginning.. This region is probably one on the most beautiful pieces of earth. Here you find the longest cave in the world which length is 7 km. You can mostly explore the cave by boat, the deepest water has 31 meters and the cave is 80 meters high. The locals say it’s so big that it’s possible to put a warship inside. Few minutes after entering by boat you just cannot imagine the beauty of this structure. I have never seen more amazing rock formations. The general impression is doubled by the shadows of all those stalactites and stalagmites which are beautifully lighted and the reflections in surrounded water. 1 cm of these rocks need 100 years to form. Th caves have around 400 million years. Swimming inside you can even see sandy beaches. This is the only cave in the word having this phenomenon. The sands are brought here by monsoons, which can totally change the landscape of this area. The river that flows into the cave is called „Lipstick” in Vietnamese of course. In December when there’s a tropical monsoon climate, the monsoons bring lots of sands from the surrounded calcareous mountains straight to the river, so it turns into red colour, just like a lipstick.

So if you want to take a one week trekking you need to pay 3000$. Three day trekking costs around 600$. That’s why I picked one day trekking 😉 but I visited two main caves. They made a great job creating this tourist attraction. In the caves you can swim under the water, use ropes for climbing, kayaking and mud bathing. And of course the survivals, which is the most exciting trip for me but quite expensive. The expedition is through tight tunnels and mostly climbing. There are no lights in that tracks so if your headlights brakes down you gonna live a really thrilling adventure. Most of the caves were opened 10 years ago, but some of them only last year (2014). It was hard to settle the tracks inside the caves. Some tracks took 2 years to get ready and ensure safety to take people there. But anyway every trip includes an additional insurance. 😉 The town offers two guesthouses. Mine has a dorm with 22 beds, so it means 22 backpacks and a huge mess 😉 Including two sick people (they did not move for like 2 days) and 3 backpackers with broken bones (falling from the moped of course). I booked a room in advance. On the reception there are 5 people but the mess around is huge! There’s thousands of papers around them and they have no such thing like work organization. There are about 30 people in reception room, which is also a restaurant, sitting, standing, waiting for something – a room, a trip, a bus or just a drink 😉 love this! So after 30 minutes we finally hear: “room no hab” which means „room don’t have”. They take me and a girl standing next to me to another building. After we take a first floor they show us a bed in the middle of the corridor and with a big smile say: Free! 😉 WTF??? Ohh no no no, I’m not gonna sleep here. I booked a bed in a dorm not in somebody’s house in the corridor. OK, so we’re going back. Of course no one waits for me until I put my snickers on as they just slip theirs feet into the flip flops which takes a second and disappear. 😉 In the guesthouse the boss gives us free beer and asks if we can sleep on the couch in the dorm room. It’s not a problem for me. But at 1 am they discover that our beds are free from the beginning, they just missed this previously. They are so happy discovering this fact! 😉 But you just cannot be angry with them, they are so cute. The organization and counting is not their trump. After we take the beds, the staff takes all the couches. Of course everyone is playing with his smartphone. So now we are 26 people in the room. But suddenly people from the other guesthouse come to visit us and I have no idea how many people are in the room but I just fall asleep. When you have so many people in the room you usually try to stay quiet. But not the Spanish girls. Terribly noisy from the morning!

What’s interesting every cave has it’s God stemp. This religion is very interesting, full of superstitions. The same with every stairs toward the temple are wind around by dragons. They plait on the front gates or side paintings. They symbolize wisdom and strength. Now I’m heading the Van Long region and northern Vietnam.

ps. Now I can surely say that it’s possible to rent a boat to visit some caves without a trip. It’s easy excessible and not very far. You just need to find the boats and they will take you there for half price.

PL

Dotarłam do centralnego Wietnamu. Wiele tu atrakcji, począwszy od nieziemsko uroczego Hoi An, Hue  i wreszcie park narodowy Phong Nha – Ke Bang. Malutkie miasteczko położone na terenie parku, goszczące głównie backpackersów przybyłych na wyprawy do tutejszych jaskiń. Ceny trekkingów zwalają z nóg! Ale od początku… To pewnie jedno z najpiękniejszych dziel natury tej planety. Zawierające najdłuższa jaskinie na świecie liczącą ponad 7 km długości. Znaczną część można pokonać łodzią, gdyż woda w najgłębszym miejscu sięga 31 metrów, a jaskinia 80 metrów wysokości. Jest tak wielka, ze zmieściłby się okręt. Zaledwie parę minut po wpłynięciu można przysiąść z wrażenia. W życiu nie widziałam tak niesamowitych formacji skalnych. Do tego olbrzymie wrażenie robią cienie tych wszystkich stalaktytów, stalagmitów, itp. wywołane sprytnym podświetleniem. I oczywiście odbicia wnętrza w licznych taflach wody. 1 cm skał formuje się 100 lat, a wiek tych jaskiń szacuje się na 400 milionów lat. Przepływając w środku pojawiają się nawet piaszczyste plaże, to jedyna jaskinia na świecie o takim zjawisku. Piaski nanoszone są przez tutejsze monsuny, które jak się okazuje potrafią tu nieźle namieszać w całym krajobrazie. Do jaskini wpływa się rzeką o nazwie “Szminka” w języku wietnamskim. W grudniu nachodzą tą część lądu potężne monsuny, niosące piaski z okolicznych gór wapiennych wprost do rzeki, co powoduje że zmienia ona kolor na czerwony, stąd jej nazwa. Więc jeśli ktoś ma ochotę na tygodniowy trekking w tej niezwykłej scenerii musi wyłożyć 3000 $. Trzydniowy to 600 $. Dlatego wybrałam jednodniowy… ale zwiedziłam aż dwie jaskinie. Poczynili tutaj niezłą ofertę rozrywkowa, w jaskiniach można latać na linach, przepływać pod wodą do rajskich basenów, kajakować, zażywać kąpieli błotnych i pływać łódkami. I oczywiście tzw. survivale, czyli przeprawa przez jaskinie wąskimi tunelami i wspinaczką. Zaznaczam, ze nie ma tam żadnego oświetlenia, wiec jak się spitoli czołówka to można sobie zafundować niezły dreszczowiec. Oj szczęście maja te kitajce, ze są w posiadaniu tej ziemi. Większość jaskiń została otwarta jakieś 10 lat temu, ale niektóre dopiero w zeszłym roku. Trudno było podobno zapewnić bezpieczne szlaki w ich wnętrzach. Jeden z naszych przygotowywano dwa lata, ale i tak każda wyprawa zawiera dodatkowe ubezpieczenie medyczne 😉 miasteczko oferuje dwa hostele dla podróżników – raczej backpackersów. Nasz ma jeden pokój i 22 łóżka 😉 obok nich 22 plecaki i rozpierducha po całości. Kino 😉 w tym wszystkim dwa zdechlaki zatrute żarciem (nie poruszyli się przez dwa dni) i 3 połamańców po skuterach 😉 ale to nic nowego. Zabukowałam łóżko dwa dni przed przyjazdem. Oczywiście na recepcji która ma 5 stanowisk, stosy latających wokół kartek, 4 plączące się i potykające o siebie osoby z obsługi i jakichś 30 gości siedzących, stojących, jedzących wokół, w końcu słyszę ‘ room no hab ‘. Legenda: Room don’t have 😉 Pół godziny wyjaśniania, dziewczyna koło mnie to samo, bo widzę, że morda w podkówkę. Prowadza nas do budynku obok, z dumą wskazując kojo na piętrze na środku korytarza i z uśmiechem wypowiadając: Free!. WTF?? Nie no ja tu spać nie będę. Z powrotem leziemy, oczywiście nikt nie czeka aż założę adidasy, bo oni tylko się wślizgują w klapki, a ja walczę w tobołem na plecach. w Azji wszędzie zdejmuje się buty przed wejściem do domów. I znów popylamy. Sytuacja się powtarza, wiec wracamy do naszego hostelu, dostajemy darmowe piwo i szef oferuje nam kanapę w naszym 22 osobowym dormie. o 1 w nocy okazuje się oczywiście, ze nasze łóżka czekają na nas od początku. Ogarnia ich taka euforia tego odkrycia jak skrzynki ze zlotem. No ale jak tu się na nich złościć. U nich z organizacją cieniutko, tak jak z liczeniem 😉 wiec finalnie lądujemy w wyrku, a cztery kanapy zapełniają się skośnooką obsługą obowiązkowo z telefonem w ręku. Więc śpimy w 26 osób. A tu nagle z odwiedzinami wpadają ludzie z guesthouse’u obok i nie wiem już ile nas jest bo zasypiam w tym wesołym jazgocie w minutę. W takim skupisku wszyscy starają się być raczej ostrożni z hałasem, ale nie hiszpanki! Jak się zerwały z rańca i rozdarły jadaczki, gdzie mój szampon, a tu jej się znów włosy pofalowały, a ta głodna, a ta nie chce jajek…!! Ale w tym miejscu trudno być długo naburmuszonym. Każda jaskinia ma obowiązkowo swój God stemple – stempel Boga. Swojego oczywiście, podobnie jak każda góra. Ciekawe te ich wierzenia, przesady i zabobony. Z kolei każde schody do świątyń oplatają przerażające smoki, wiją przy wrotach wejściowych i na ściennych malowidłach czy ceramice. Symbolizują one głównie mądrość i siłę.
No i tak dojechałam do północnego Wietnamu, czas na kolejne jaskinie i wyprawę łodzią po Van Long.

DSC_3010 DSC_3018 DSC_3030 DSC_3033 DSC_3078 DSC_3101 DSC_3104 DSC_3114 DSC_3166 DSC_3186 DSC_3189 DSC_3195 DSC_3208 DSC_3240 DSC_3269 DSC_3292 DSC_3315 DSC_3281

Leave a Comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.